Letnie załamanie pogody - zwłaszcza w wyczekiwany, dłuższy niż zazwyczaj weekend - ma ten minus, że zatrzymuje człowieka w domu. Ma jednak ten plus - zwłaszcza w wyczekiwany, dłuższy niż zazwyczaj weekend - że każe człowiekowi odpoczywać. Ma jednak ten minus - zauważony, gdy się człowiek nieco zmęczy odpoczywaniem - że nie służy owocom w ogrodzie i człowiekowi, co je w deszczu zrywa, by nie spłynęły pod krzaki. Ma jednak ten plus, że jak się już tych owoców nazbiera, to i tak nic innego do roboty, jak tylko dżemy robić, soki, galaretki, ciasto... Ma jednak ten minus, że głodnieje człowiek jakoś szybciej i nie tylko na słodkie... Ma z kolei ten plus, że można na ten głód w jakiś fajny sposób zaradzić.
Efekt weekendowego deszczu, lenistwa, buszowania po blogach i szczypty eksperymentu:
Zupa-krem z cukinii:
- 2 młode cukinie
- 3-4 pomidory
- 4 ząbki czosnku
- 2 łyżki masła
- 1/2 l bulionu (ja użyłam warzywnego)
- sól
- papryka chili
- świeża kolendra
Cukinię i pomidory pokroiłam w kostkę i udusiłam na maśle, dodając sól i czosnek. Gdy warzywa zmiękły zmiksowałam je, dodałam gorący bulion i zmiksowałam jeszcze raz. Doprawiłam chili i kolendrą. Letnie załamanie pogody - zwłaszcza w wyczekiwany, dłuższy niż zazwyczaj weekend - ma jednak ten plus.. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 lipca 2013
wtorek, 15 maja 2012
Pora na pora
Mądrość ludowa po raz kolejny się sprawdza, choć z tej akurat nie ma się co cieszyć. Pankracy, Serwacy, Bonifacy i zimna Zośka jak zwykle świętują deszczem, chłodem i ogólną pogodową beznadzieją... I tak nieźle, że się w tym roku nie porwali na przymrozki... No cóż, niech świętują po swojemu, my tymczasem uruchamiamy na powrót kominek i wznosimy zdrowie zimnych ogrodników lekko tylko schłodzonym winem - udało nam się czerwone w tym roku :) I rozgrzewamy się zupą: pora na pora :)
Zupa porowo-serowa:
Potrzebujemy:
- zieloną część pora
- śmietankowy / kremowy serek topiony
- 2 litry bulionu (np. drobiowo-warzywny)
- tortellini z nadzieniem serowym
- przyprawy i zieleninka wedle uznania :)
Pokrojonego pora gotujemy w bulionie aż zmięknie, następnie dodajemy serek i na małym ogniu gotujemy, aż się całkiem roztopi. Ja posypałam szczypiorkiem i doprawiłam pieprzem i ostrą papryką - w wersji "red hot" to rozgrzewka w sam raz na zimnych ogrodników :)
PS. Na szczęście według tej samej mądrości ludowej Za świętą Zofiją kłos w pola wybiją. Czyli teraz już tylko lepiej :)
Zupa porowo-serowa:
Potrzebujemy:
- zieloną część pora
- śmietankowy / kremowy serek topiony
- 2 litry bulionu (np. drobiowo-warzywny)
- tortellini z nadzieniem serowym
- przyprawy i zieleninka wedle uznania :)
Pokrojonego pora gotujemy w bulionie aż zmięknie, następnie dodajemy serek i na małym ogniu gotujemy, aż się całkiem roztopi. Ja posypałam szczypiorkiem i doprawiłam pieprzem i ostrą papryką - w wersji "red hot" to rozgrzewka w sam raz na zimnych ogrodników :)
![]() |
| Na zimną Zośkę gorrrąca zupa :) |
PS. Na szczęście według tej samej mądrości ludowej Za świętą Zofiją kłos w pola wybiją. Czyli teraz już tylko lepiej :)
sobota, 4 lutego 2012
Święto odmrożenia :)
Zmagania z mrozem trwały prawie tydzień... ja utknęłam (bezpiecznie i sympatycznie co prawda, ale jednak utknęłam) u rodziców, bo przy temperaturze niższej niż -20 oddałam walkowerem walkę o odpalenie samochodu, woda w domu zamarzła we wtorek... Kampania odmrażania, w ramach której żywota dokonała moja suszarka do włosów, odkopany został kawałek fundamentu, rury przykryte pierzyną, a nasze nowe płytki w łazience naznaczone okrągłym wycięciem, wreszcie zakończyła się sukcesem :) Wczoraj późnym wieczorem ruszyła zimna woda, dziś rano termometr wskazywał jedynie -16, w południe wróciły na podwórko ptaki, które ostatni tydzień spędziły na emigracji w głębi lasu, a po południu - poprzedzona całonocną włodkową batalią z opalarką w ręku - zwycięstwem zakończyła się ostatnia bitwa - o ciepłą wodę :) dziś zatem święto w Rozembarku. Święto Odmrożenia:) Tak, wiem, że jedna sikorka, dwie sójki i dzięcioł wiosny nie czynią, zima się wcale nie skończyła, i że mróz nadal dwucyfrowy, ale płynąca woda, gorący kominek i leniwa sobota to wystarczające powody do świętowania. Atmosferę podgrzała jeszcze gorąca zupa z soczewicy, na mrozy w sam raz :)
Trochę trudno mi odtworzyć przepis, bo była to akcja improwizowana, ale było to mniej więcej tak: soczewicę (ok. 3 szklanki) namoczyłam wczoraj, dziś zagotowałam ją z liściem laurowym, odrobiną soli, kminku i ziela angielskiego. Dodałam zeszklone na oliwie 3 cebule i 4 ząbki czosnku, a następnie dorzuciłam starte na tarce 3 marchewki, pietruszkę i kawałek selera oraz 3 ziemniaki pokrojone w kostkę. Na koniec dodałam przecier pomidorowy. Przyprawiłam sosem sojowym, curry, ostrą papryką, pieprzem ziołowym i cayenne. I suszoną natką pietruszki - na świeżą jeszcze trochę chyba musimy poczekać :)
![]() |
| ...gorrrący toast za gorrrącą wodę :) |
Trochę trudno mi odtworzyć przepis, bo była to akcja improwizowana, ale było to mniej więcej tak: soczewicę (ok. 3 szklanki) namoczyłam wczoraj, dziś zagotowałam ją z liściem laurowym, odrobiną soli, kminku i ziela angielskiego. Dodałam zeszklone na oliwie 3 cebule i 4 ząbki czosnku, a następnie dorzuciłam starte na tarce 3 marchewki, pietruszkę i kawałek selera oraz 3 ziemniaki pokrojone w kostkę. Na koniec dodałam przecier pomidorowy. Przyprawiłam sosem sojowym, curry, ostrą papryką, pieprzem ziołowym i cayenne. I suszoną natką pietruszki - na świeżą jeszcze trochę chyba musimy poczekać :)
PS. Jak święto to święto - postanowiliśmy uczcić je testowym kieliszkiem ratafii :) no i teraz musimy trenować cierpliwość, by pozwolić jej leżakować jeszcze przepisowy miesiąc :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


