Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2013

Okruszki pierwszej majówki

Po dość długiej blogowej nieaktywności byłoby co fotografować i byłoby o czym pisać. Po mocno pracoholicznym kwietniu maj zapowiada się niestety jeszcze bardziej pracoholicznie, całe szczęście że jest działka i jest ogród i jest las i oczy wreszcie można do słońca mrużyć. A jeszcze większe szczęście, że była wreszcie okazja oddech złapać w doborowym towarzystwie, przy trunkach doborowych rozmaitych i przy grillu nowym doborowym... Można by zatem fotografować i opisywać mięska marynowane rozmaicie, pachnące ziołami warzywka i rozpływające się sery, można by rozwodzić się nad bukietem smaków procentowych specjałów z okolicy, można by tym bardziej, że wśród nas i tacy, co o jedzeniu pisać lubią i tacy, co lubią na świat zza obiektywu patrzeć. No można by... ale przyjemniej o wiele spędzić trzy dni ot tak po prostu... niespiesznie grillując, degustując, smakując, spacerując powoli, no i sprawdzając, czy po latach wersje przeżytych wspólnie historii wciąż się zgadzają (tak, zgadzają się :), o tym co jest gawędząc i o tym, co chcielibyśmy, by kiedyś było... Fajnie byłoby, gdyby czasu więcej było, więc może dobrze na koniec pierwszej majówki zrobić małe postanowienie, by takich chwil oddechu szukać jak najwięcej :)

Żeby jednak nie było tak całkiem bez przepisów i bez fotografowania (choć niewiele do fotografowania zostało), na koniec majówki zostały dosłownie okruszki po placku na majówkę w sam raz odpowiednim, bo szybkim w miarę w przygotowaniu, a dobrym zarówno do kawy na werandzie jak i do plecaka dla tych, którym by się chciało weekend spędzać aktywniej.

Potrzebujemy:
- 4 jajka
- 1 szklankę cukru (niepełną)
- 2/3 szklanki oleju
- 2 szklanki mąki
- łyżeczkę sody
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżeczki cynamonu
- 4 starte jabłka (jeśli są małe, daję 5-6)
- po słusznej garści orzechów włoskich i migdałów


Jajka ucieramy z cukrem, dodajemy mąkę i olej a następnie pozostałe składniki, mieszamy, wylewamy na blachę i pieczemy - w moim piekarniku ok. 50 minut. Akurat w sam raz dla wchodzących do domu gości :)



sobota, 30 marca 2013

Święto Paschy

Nie było łatwo... niby wiosna, niby uroki wielkanocnych przygotowań, więc powinno być radośnie i z energią... zamiast tego śnieg, mróz i zamiecie... i zasypało i zmroziło i zawiało całą energię moją...
Ale uratowała mnie Pascha - serowa, z owocami z nalewki, pomarańczową skórką i pyszną czekoladą... Dotąd pascha kojarzyła mi się niekoniecznie ze świętami - przypominała o pewnej niezwykle rozwojowej rozmowie w łowickiej Cafe Bordo, ale też od tamtej pory obiecywałam sobie, że w Wielkanoc spróbuję zrobić ją sama. I wreszcie, na przekór pogodzie-niepogodzie wewnętrzny wielkanocny imperatyw jakiś skłonił mnie do chwycenia za maszynkę i mikser, a skoro się powiedziało A to i B ("jak baranek" nasuwa się skojarzenie) powiedzieć wypada, imperatyw ten sam sprawił, że oto na Święto Paschy, zarówno tej od wieków świętowanej, jak i tej mojej na deser, Rozembark jednak gotowy, wysprzątany, przystrojony nawet :) A śnieg poszarzały? No cóż, poniekąd sprzyja zadumie triduum paschalnego i oczekiwaniu na cud Wielkanocy i wiosny. Wszystkim zaglądającym do Rozembarku życzę, by właśnie te cuda - Wielkanocy i Wiosny, spełniały się w nas codziennie i nadawały kolorów nawet najbardziej szarym dniom :)




A oto przepis na wiosenną energię mimo nieustępliwej zimy - Pascha wielkanocna:
- 1kg twarogu (najlepiej wiejskiego, dobrze ogrzanego)
- 5 żółtek
- 250 g cukru
- 250 ml śmietanki 30%
- 200 g miękkiego masła
- 1/2 laski wanilii
- bakalie i ozdoby wedle uznania :)

Ser mielimy trzykrotnie w maszynce. Żółtka ucieramy z cukrem, dodajemy śmietanę. Następnie masę stawiamy na ogniu i mieszamy ciągle, prawie do zagotowania, w tym czasie też dodajemy wanilię. Gorącą masę zdejmujemy z ognia, dodajemy masło i ser i miksujemy na gładką masę. Na koniec dodajemy bakalie (ja wrzuciłam rodzynki, żurawinę, skórę pomarańczową i owoce z ratafii). Masę przelewamy do durszlaka wyłożonego czystą ściereczką lub gazą, odciskamy, zawijamy, przykładamy deseczką/talerzem, obciążamy (np. słoikiem z przetworami) i do następnego dnia zostawiamy w lodówce. Przyznam, że miałam obawy, czy nie będziemy jeść paschy łyżeczką - wydawała się dość płynno-kremowa :) Ale przez noc stężała i po rozwinięciu ściereczki rozwiały się wszystkie wątpliwości. Udekorowałam ją czekoladą i skórką pomarańczową, i teraz tym bardziej czekam na Wielkanoc :)






czwartek, 24 stycznia 2013

Postanowienie niekoniecznie noworoczne

Generalnie mam problem z noworocznymi postanowieniami. Wyjątkiem od reguły jest tylko ten blog, który właśnie w Nowy Rok skończył rok :) A z obecnym Nowym Rokiem jakoś nie mogłam wystartować na dobre, być może trochę dlatego, że musiałam pozamykać kilka spraw zaczętych jeszcze w Starym.  Na szczęście jestem już prawie na finiszu, więc mogę wreszcie pozwolić sobie na chwilę dla siebie, Rozembarku i kuchennych eksperymentów. Teraz uwaga - zwierzenie: nigdy w życiu nie robiłam nic z drożdżowego ciasta... I uwaga: zwierzenie od wczoraj nieaktualne :) Z zapartym tchem, miną pełną obaw i błagalnym zerkaniem pod serwetkę z rosnącym ciastem, zrealizowałam jednak postanowienie wcale nie noworoczne, lecz już od dawna tłukące mi się po głowie. I oto przedstawiam moje pierwsze w życiu drożdżowe racuchy!


No i nie takie drożdże straszne. Oczywiście przede mną jeszcze wiele prób i receptur do sprawdzenia, tymczasem zapisuję tę pierwszą, jako bazę do kolejnych drożdżowych doświadczeń. A zatem potrzebujemy:

- 5 dag drożdży
- 4 szklanki mąki
- 2 szklanki letniego mleka
- 2 jajka
- 2 łyżki cukru
- olej do smażenia
- cukier puder do posypania
- to wersja podstawowa, ja dodałam też kawałek laski wanilii oraz około szklanki rodzynek.

Wiem, że można "zaczynić" wszystko razem, wiem też o szkołach mówiących by nie łączyć drożdży z cukrem w sensie dosłownym ale z cukrem w sensie skrobią czyli z tym co w mące jest po prostu. Na początek jednak postanowiłam trzymać się przepisu. Drożdże zatem rozkruszyłam w miseczce i zasypałam dwiema łyżkami cukru (cukru!), a gdy zaczęły się rozpuszczać dodałam dwie łyżki mąki (czyli też poniekąd cukru!) oraz dwie łyżki mleka. Pozostałą mąkę odczekawszy chwilę wsypałam do garnka, zmiksowałam z mlekiem, jajkami i drożdżowym rozczynem oraz dodałam rodzynki, a następnie po dokładnym wyrobieniu ciasta (choć nie jestem pewna, czy miało przepisową konsystencję gęstej śmietany) odstawiłam je przykryte serwetką na około pół godziny, by spokojnie wyrosło (ciasto spokojnie, ja w oczekiwaniu niekoniecznie). Smażyłam na patelni na oleju nakładając moczoną w wodzie łyżką.

No i może banalne dla ludzkości, ale dla pojedynczego Rozembarkowego człowieka (a nawet trzech) krok wielki :))

PS. Jak widać na załączonej fotografii połowa racuchów zamiast cukru pudru otrzymała polewę ze śliwkowej nutelli. Mniam!


czwartek, 27 grudnia 2012

PS. jeszcze o świątecznych tradycjach i bakaliach

Boże Narodzenie za nami, ale świąteczny nastrój trwa. Po powrocie do domu ze świątecznych beskidzko-rodzinnych wypraw korzystam jeszcze z wolnego i leniwie wcinam ostatki wigilijnych potraw. I właśnie stąd ten post (nota bene ze słowem "post" niemający nic wspólnego :). W moim rodzinnym domu wśród tradycyjnych świątecznych dań prym wiodą pierogi z suszonymi śliwkami i kasza z suszkami i bakaliami. Nie brakło ich i tym razem, ale pierwsze miejsce zajęło coś zupełnie nowego... śląska moczka. Wszystko za sprawą Kuby, dla którego Święta bez moczki dotąd obyć się nie mogły. Nie mogąc się napatrzeć na niespotykany na co dzień widok Kuby w kuchni, podpatrywałam też, jak moczka powstawała, więc choć dokładnego przepisu nie znam, nieco tajemnicy uchylić mogę. Starł zatem Kuba na tarce dość twardy piernik  i powoli go rozgotował w wodzie. Następnie dodał mnóstwo bakalii - orzechów, migdałów, rodzynek, moreli, a także kakao (albo czekoladę) i cynamon. Sedno moczki ponoć tkwi w dodaniu domowego kompotu z owocami (takiego robionego na zimę, w słoiku), ale że akurat go nie mieliśmy, zastąpiony został malinami w syropie i owocami z nalewki. To wszystko razem niesamowite... słodka, korzenno-bakaliowa masa wyśmienita zarówno na ciepło, jak i na zimno... Zainteresowanych szczegółami odsyłam do kuchni śląskiej lub zapraszam do Rozembarku na miseczkę :)

Moczka - jeszcze o świątecznych bakaliach :)

I jeszcze rzut oka na salon: jak wspominałam, ze względu na aktywność Kropki i Morusa musieliśmy zrezygnować z tradycyjnej choinki, zastąpiliśmy ją zatem równie tradycyjną podłaźniczką. Podobno dawniej podłaźniczki wisiały u powały nie tylko jako sposób na zapewnienie powodzenia i urodzaju, lecz przede wszystkim jako sposób na zaoszczędzenie miejsca w zwykle dość ludnych izbach. A u nas, jak się okazuje, to nie tylko sposób na harce psa i kota, ale też na niecodzienny świąteczny wystrój:




sobota, 22 grudnia 2012

Bakaliowych Świąt!

Rozembark niespiesznie szykuje się na Święta. W tym roku postanowiliśmy nie przejmować się tym, że nie wszystkie zakamarki będą odkurzone, nie wszystkie przepisy będą wypróbowane, nie wszystkie plany zrealizowane... Spokój przede wszystkim :) Spokojnie zatem sprzątamy, przygotowujemy naszą część wigilijnych potraw, pakujemy prezenty, obmyślamy system na choinkę, która ostoi się przed psem i kotem... No i próbujemy, jak się udał keks :) Keks to nasze tradycyjne bożonarodzeniowe ciasto, jesteśmy fanami bakalii, a w te Święta bakalie to podstawa: pyszne, zdrowe, kolorowe - takie jak powinno być Boże Narodzenie :) Czego sobie i wszystkim Rozembark życzy :)


A oto podpatrzony w Country przepis na świąteczny keks:
Potrzebujemy:
- kostkę masła
- szklankę cukru
- cukier waniliowy
- 4 jajka
- kieliszek rumu
-1 i 1/2 szklanki mąki
- 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- ok. 2 szklanek bakalii: suszonych śliwek, moreli, żurawin, daktyli, orzechów, skórki pomarańczowej, rodzynek...

Rodzynki przelewamy na sitku wrzątkiem, wsypujemy do miseczki i zalewamy rumem. Miękkie masło ucieramy mikserem z cukrem, gdy zrobi się puszyste dodajemy cukier waniliowy i po jednym jajku, następnie mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i rum z rodzynek. Na koniec wsypujemy oprószone mąką bakalie. Pieczemy ok. godziny. Gotowy keks przyozdabiamy lukrem, czekoladą lub cukrem pudrem. Jeszcze raz wszystkiego pysznego na Święta!

ps. Margot dziękujemy za dekoracje :)

sobota, 20 października 2012

Moja praca od kuchni

...takie małe usprawiedliwienie kulinarnego zaniedbania. Pochłonęła mnie praca ostatnio, a projekty, spotkania, szkolenia i wyjazdy zabrały sporo energii i skazały Rozembark na szybkie i niekoniecznie wymyślne posiłki... ALE! Dołączyłam ostatnio do bardzo ciekawej inicjatywy, rocznego programu wymiany doświadczeń i pomysłów, planowania własnego rozwoju, testowania nowych rozwiązań i metod pracy, sieci osób gotowych na zmiany. A w ramach integracji, zmiany perspektywy, pierwszych zadań w nowym zespole   - WSPÓLNE GOTOWANIE! Po raz pierwszy miałam okazję wziąć udział w warsztatach kulinarnych i muszę przyznać, że to naprawdę przyjemna sprawa :) Była okazja do bliższego zapoznania się z przepisami na potrawy z różnych zakątków globu, etykietą picia wina i tajnikami fotografii kulinarnej, ale przede wszystkim do bliższego zapoznania się z sobą nawzajem i nowego spojrzenia na pracę, która na co dzień z kuchnią niewiele ma wspólnego - a jednak :) Oto krótka relacja:

I pomyśleć, że to wszystko o bibliotekach :)

A to efekt pracy mojej grupy - wariacje na temat tiramisu pod okiem Maćka Szaciłło:

Taka mała wizytówka nowego elementu mojej pracy :)
Przepisu dokładnego nie podam, wszak to wariacje były. Ale mogę powiedzieć, że wersje wariacji były dwie i opierały się na ułożonych w kieliszkach warstwami następujących składnikach:

Wariacja 1:
- serek ricotta
- serek mascarpone
- cukier
- pokruszone biszkopty skropione likierem sambuca i polane malinowym sokiem
- maliny, poziomki, borówki
- karmelowe nitki do ozdoby

Wariacja 2:
- serek biały (typu Bieluch)
- śmietana 30 %
- cukier
- pokruszone biszkopty skropione winem marsala
- maliny, poziomki, borówki
- listki bazylii do ozdoby

Gotowaliśmy w SmArt Studio przy ul. Hożej 51 w Warszawie. Fotografie pochodzą z facebookowej galerii Grupy LABiB, teksty na zdjęciach (oprócz tego o karmelu oczywiście) zaczerpnęłam z opisu Sieci LABiB na stronie Programu Rozwoju Bibliotek (http://www.biblioteki.org/pl/wiadomosci/czytaj/2049).

sobota, 22 września 2012

Jabłko w sadzie się rumieni...

Jesień przyszła w swych sukienkach, pełnych złota i czerwieni... Lubimy jesień w Rozembarku, lubimy jesień w ogóle.  A jeśli jesień, to jabłkowe szaleństwo: pieczemy ciasta, zapiekamy ryż, robimy kompot. Wydaje mi się, że nie tylko my, bo jakoś tak wszędzie jesień pachnie rano mgłą, wieczorem porządkowymi ogniskami na polach, a popołudniami pieczonymi jabłkami właśnie... Zostałam uświadomiona jakiś czas temu, że ten niesiony wiatrem romantyczny jabłkowy zapach jesieni to... produkcja pobliskiego zakładu przetwórstwa owocowego, ale nie szkodzi, wdycham jabłkową jesień z przyjemnością :) A skoro o przetwórstwie mowa, to przejdźmy do rzeczy, oto sposób na jesienne ciasta, ryż, naleśniki i inne jabłeczne dobroci na przykład w środku zimy:

Jabłka na zimę:
-5 kg jabłek,
-3 kg cukru,
-1/2 szklanki octu

Obrane jabłka ścieramy na tarce albo drobno kroimy (my pokroiliśmy), mieszamy z cukrem i octem i zostawiamy na 24 godziny. Następnego dnia smażymy aż się zeszklą i gorące wkładamy do słoików. Trzymają się świetnie i czekają gotowe na czas, gdy przyjdzie nam ochota na naleśniki lub szarlotkę :)

A tekst  z jesiennej włodkowej piosenki :)

sobota, 25 sierpnia 2012

Kakaowo&śliwkowo

Na pierwszym miejscu wśród słodkich przetworów w Rozembarku króluje niepodzielnie śliwkowa nutella. Jest idealna solo i w rozmaitych połączeniach. Z twarogiem, naleśnikiem, waflem i piernikiem.  Daje nam energię podczas tripów, jest chyba jednym z ulubionych prezentów  dla naszych gości, nie tylko tych najmłodszych. A że ostatni słoik zeszłorocznej właśnie dobiega końca, czas najwyższy uzupełnić zapasy. Uzupełniam zatem i podaję przepis:

-2,5 kg śliwek węgierek
-1 kg cukru
-2 opakowania cukru waniliowego
-20 dag kakao (wg mnie najlepsze jest to z wiatrakiem).

Umyte, wysuszone i wypestkowane śliwki mielimy (ja używam blendera), mieszamy z cukrem i smażymy ok. 2 godzin. Usłyszałam gdzieś kiedyś, że powidła smażyć najlepiej przez 2 dni więc przeważnie smażę godzinę jednego dnia i godzinę drugiego, ale można też oczywiście przesmażyć je od razu.  Następnie dodajemy kakao i cukier waniliowy i smażymy jeszcze 15-20 minut, po czym gorący krem wlewamy do słoików i odwracamy je do góry dnem. Śliwkowej nutelli nie pasteryzujemy.


Coś co tygrysy lubią najbardziej :)


piątek, 17 sierpnia 2012

Urodziny, Urlop i inne Uroczystości

Zresztą, nieważne jakie, nieważne czy uroczystości. Każdy dzień przynosi chociażby drobne okazje do świętowania, lato świętujemy w Rozembarku po prostu - że jest :) Ale że każdego dnia - zwłaszcza upalnego - nie chce się stać przy upalnym piekarniku, przerzucamy się na wakacyjny torcik owocowy
z galaretkami
:

Kolorowe owocowe :)

Potrzebujemy:
- biszkopty (no chyba że pieczemy biszkopt;),
- jabłka (ok. 1 kg), - jogurt naturalny, 
- 5 galaretek (np. zielona, żółte i czerwone),
- owoce na wierzch. 


Wykonanie proste, tyle że kilkuetapowe. 2 galaretki, np. żółte, rozpuszczamy w jednej porcji wody (czyli 0,5 litra) i czekamy aż wystygną i trochę zgęstnieją. Jabłka kroimy w talarki lub ścieramy na grubych oczkach tarki, przesmażamy i wsypujemy do nich galaretkę (np. zieloną). Gdy przestygną wykładamy na ułożone w tortownicy biszkopty i wkładamy do lodówki. Na tężejące jabłka wylewamy jogurt naturalny zmiksowany (bądź roztrzepany) z galaretkami żółtymi i znów wkładamy do lodówki. W tym czasie stygnąć już mogą i gęstnieć galaretki czerwone, a my śmigamy do ogrodu po owoce na wierzch. Układamy je na jogurtowej warstwie, zalewamy galaretką i znów czekamy aż stężeje. Oczekiwanie wymaga cierpliwości, na szczęście jedzenie niekoniecznie :)

PS. 2 dni temu minęła 100 rocznica urodzin Julii Child - amerykańskiej kucharki, która w Stanach spopularyzowała francuską kuchnię. Nie posiadam jeszcze jej książki kucharskiej, nie jest też moją ikoną, nie wspominając, że nie byłaby pewnie zachwycona niezbyt skomplikowanym poziomem kuchni rozembarkowej. Ale film Julie&Julia - historia Julii Child i Julie Powell, która postanowiła zmierzyć się ze wszystkimi przepisami Mastering the Art of French Cooking - to jeden z sympatyczniejszych filmów jakie obejrzałam (i nie tylko o gotowaniu :). Polecam gorąco wznosząc toast za obie Julie :)

wtorek, 10 lipca 2012

Najszybsze ciasto owocowe...

...bo brak mi trochę czasu, gdy trzeba zebrać maliny, zakisić pierwsze ogórki no i jeszcze trwać w ekscytacji  Psem :) Zatem gdy na przykład lato ściąga gości proponuję wykorzystać:

-4 jajka
-1 niepełną szklankę cukru
-opakowanie cukru waniliowego
-kostkę masła
-2 niepełne szklanki mąki
- łyżeczkę proszku do pieczenia
-garść owoców wszelakich :)

Roztapiamy masło i czekając, aż wystygnie udajemy się do ogrodu po świeże owocki :) Następnie miksujemy jajka z cukrami, dodajemy przestudzone masło, mąkę i proszek do pieczenia. Wykładamy do foremki, na wierzch wysypujemy owoce. Od początku miksowania do wsadzenia do piekarnika nie mija nawet 10 minut :)  Od wyjęcia z piekarnika po ok. 45 minutach do pustej blaszki też zazwyczaj czas jest rekordowy, ale o to chodzi!

Wersja malinowo-porzeczkowa :)

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Sorbet ze szczyptą recyklingu

O tym, by w tak upalne dni dowieźć do Rozembarku lody, mowy nie ma. Ale narzekać też nie ma co, w końcu od czego jest czerwiec :) Trzeba sobie zatem poradzić na miejscu, przy okazji robiąc remanent w piwnicy... Nie wiem, jak będzie z przetwórstwem owocowym w tym roku, bo jak na razie prym w ogrodzie wiodą sarny - oczywiście, wdzięczne i cudne stworzenia, niestety zostawiające spustoszenie w truskawkach i krzakach malin - ale na wypadek, gdyby zostawiły mi choć trochę owoców, przeglądam resztki zeszłorocznych zapasów, co by nowym ewentualnym zrobić miejsce. Jest więc galaretka malinowa jeszcze - na sorbet idealna. Wyprzątam zatem słoiki, i czekając aż mój autorski recyklingowy sorbet zamarznie idę do ogrodu sprawdzić przeciwsarnowe obwarowania, z nadzieją na choć kilka świeżych truskawek :)

W sam raz na 30-stopniowe popołudnie :)
Sorbet malinowo - jabłkowy stworzyłam tak:
- 3/4 szkl. gęstego soku albo galaretki malinowej
- 2 jabłka
- sok z połówki cytryny
- gałązka mięty
- w wersji de luxe kieliszek nalewki - tym razem dodałam rozembarkową ratafię

Całość zmiksowałam blenderem i mroziłam ok. 3 godziny , miksując jeszcze od czasu do czasu. Orzeźwia super, a sarny nie przepadają :)

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Tea time :)

Zapasy na zimę u progu lata :)
Nie mogę dojść do ładu z księżycem - według jednego kalendarza pełnia to czas ogrodowego odpoczynku, inny każe ścinać zioła... Idąc na kompromis - ponieważ czas, gdy księżyca przybywa generalnie ziołom służy - przecinkę uskuteczniałam przez ostatnie dni aż do wczoraj, dziś odpoczywam... Suszą się pierwsze partie melisy i mięty dwojakiej - tej tradycyjnej i tej z posmakiem cytrynowym. Będą w sam raz solo i w mieszankach - w tym roku zamierzam spróbować też ziołowo - owocowych. No i bez mi nie dał przejść obok siebie obojętnie, więc pachnie w całym domu schnąc na zimową herbatkę, świetną na smak, aromat i na gardło :)


A skoro już o bzie mowa, to obowiązkowy czas spróbować kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym. Ja zrobiłam tradycyjne ciasto na słodkie naleśniki, takie właściwie bez przepisu,  posługując się głównie miarą "na oko":

Do herbaty albo i do kawy :)
- 2 szklanki mleka,
- szklanka gazowanej wody mineralnej
- jajko
- trochę (2 - 3 łyżki) oleju
- 2 łyżki cukru i cukier waniliowy
- mąki "ile zabierze", czyli pewno ok. 2 szklanek :) po czym zamoczyłam kiście kwiatków i opiekłam z obu stron. Pycha!



sobota, 7 kwietnia 2012

Babka i basta :)

By Święta były czasem zatrzymania, smakowania, wąchania i czucia...
Na przykład babki :)

Babka i Barwinek zerwany podczas Biegania :)


Babka rumowa, ulubiona w Rozembarku:
Potrzebujemy:
- 2 szklanki mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 szklankę cukru
- 4 jajka
- cukier waniliowy
- 4 łyżki rumu
- łyżkę wody
- pół szklanki rodzynek
- kostkę masła

Masło roztapiamy i studzimy. Żółtka ucieramy z cukrem i łyżką wody, dodajemy do nich letnie masło i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, rum i rodzynki. Z białek ubijamy pianę, do której dodajemy cukier waniliowy. Delikatnie łączymy ciasto z pianą i przekładamy do foremki  i pieczemy(moje są dość małe, więc ma)m dwie babki z jednej porcji :) Podwójnego zatem Alleluja :)

niedziela, 19 lutego 2012

Ostatkowo

Tłusty czwartek za nami, przed nami środa popielcowa,  więc dokładnie pośrodku, w ostatkową niedzielę, ostatkowy przepis. Nie na pączki, choć babcine wypieki potwierdzają teorię, że nie ma jak pączki domowe, i że można zjeść cztery na raz a potem jeszcze dwa i nic złego się nie dzieje.. Na razie niech zatem pączki pozostaną domeną babć. Ja tymczasem pokusiłam się o mój ulubiony ostatkowy przysmak - chrust, czy jak kto woli, faworki. Przy okazji odrobiłam zadanie z francuskiego i sprawdziłam, że nazwa pochodzi od francuskiej faveur - wąskiej jedwabnej wstążeczki. Tak więc, by upiec faworki, czy nasz swojsko brzmiący chrust, potrzebujemy:

- 20 dag mąki
- 3 żółtka
- szczyptę soli
- 3 - 4 łyżki gęstej śmietany (ja dałam 3)
- 1 płaską łyżeczkę proszku do pieczenia
- 1 łyżkę spirytusu lub octu
- 50 dag tłuszczu do smażenia (sprawdza się zarówno tradycyjny ostatkowy smalec jak i lżejszy olej, dodanie octu lub spirytusu gwarantuje, że tłuszcz nie będzie wsiąkał w ciasto)
- cukier puder do posypania

 Mąkę należy zmieszać ze śmietaną, zrobić zagłębienie, dodać żółtka, sól i proszek i wyrobić ciasto na jednolitą masę. Wydawać się może (mnie się wydało :) że ciasta jest mało, ale trzeba je bardzo cienko rozwałkować, więc wystarczy na spory talerz faworków. Przepis podawał, by wycinać je nożem lub radełkiem na paski szerokości 3 i długości 15 cm, ale ja zrobiłam mniejsze i cieńsze. W środku robimy nacięcie na długość ok. 1/3 wstążeczki i przewijamy przez nie ciasto. Warto też omieść je pędzelkiem z mąki, by się nie przypalała podczas smażenia. Smażymy w głębokim, dobrze rozgrzanym tłuszczu - trzeba się dobrze uwijać, bo faworki są gotowe błyskawicznie. Błyskawicznie też znikają z talerza :)


Tak wyglądały moje faworki przed upieczeniem...

...a tak przed zniknięciem:)


Przed chwilą znalazłam przepis, w którym wśród składników jest też półsłodkie wino, ale zarazem cukier (zwykły i waniliowy). Ja do ciasta nie dodałam cukru, wystarczył ten do posypania, w ten sposób moje faworki nie były zapychające, ale to wino... hmm... może pokuszę się o jakąś wariację i modyfikację?

niedziela, 15 stycznia 2012

Ciasto francuskie dobre na wszystko

Wczoraj w Rozembarku rozgościła się wreszcie zima, ale ograniczyłam się do podziwiania tańca śniegu z wiatrem przez kuchenne okno. Zapowiedzieli się goście, więc od rana szukałam weny na jakieś dobre, ale niekoniecznie pracochłonne smakołyki. Z odsieczą mojemu niezdecydowaniu przybyła Mama, i gdy tylko Włodek z Tatą udali się na strych kontynuować prace nad jego metamorfozą w poddasze, wtajemniczyła mnie w swoje sposoby na ekspresowe pyszności z ciasta francuskiego. Upiekłyśmy jabłkowe ciasteczka do kawy i serowe ślimaczki do piwa (bądź do sałatki:). Ciasto francuskie sprawdziło się i na słodko i na słono, a nam sprawdziła się kulinarna współpraca, przypieczętowałyśmy więc wizję jej rozwijania rozembarkową aroniówką :) Poddasze tymczasem zostało oddzielone od reszty strychu nowymi drzwiami, goście natomiast dotarli do nas przez śniegi z pysznym ciastem, drożdżowymi kapuśniaczkami i szampanem, wszak w bliskim nam kalendarzu juliańskim właśnie nastał Nowy Rok. Po raz drugi zatem rozpoczęliśmy ten sam rok w przednim nastroju i w smacznym stylu :)

Serowe ślimaczki:

Efekty współpracy z Mamą na słono...
- ciasto francuskie
- 15 - 20 dag żółtego sera
- 15 - 20 dag szynki (ale może być też boczek, w wersji wegetariańskiej podduszone pieczarki, lub co komu podsunie wyobraźnia)
- natka z pietruszki
- 2 jajka
- 2 łyżki śmietany
- pieprz (ja używam ziołowego) i sól do smaku.

Ser i szynkę (bądź ekwiwalent szynki) kroimy w drobną kosteczkę, łączymy ją z pianą ubitą z białek, śmietaną, posiekaną natką i przyprawami. W oryginalnym przepisie była jeszcze cebula, ale my obyłyśmy się bez niej. Wymieszane składniki układamy na cieście francuskim, zwijamy je w roladę, którą smarujemy po wierzchu roztrzepanym żółtkiem, kroimy na ok 1,5 cm kromeczki i zapiekamy około 20 minut w rozgrzanym piekarniku. Smakują wyśmienicie zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Jabłkowe ciasteczka:

...i na słodko. Czyli z Teściową:)
... to naprawdę przepis na ekspresowy sukces. Potrzebujemy 2 jabłka, cynamon, cukier puder i ciasto francuskie. Jabłka kroimy na małe kawałki i zawijamy je w kwadraty z ciasta, sklejając brzegi u góry. Pieczemy około 15 minut. Ciasto można najpierw posypać cynamonem, my natomiast posypałyśmy już upieczone ciasteczka cynamonem wymieszanym z cukrem pudrem. Pycha! 




P.S. Obiecuję spróbować kiedyś zrobić ciasto francuskie sama. Ale jeszcze nie teraz :)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Marchewkowo-bakaliowa energia

Słodycze to coś, co mieszkańcy Rozembarku jak tygrysy lubią najbardziej. No może z wyjątkiem paru innych rzeczy :) Tak czy owak zimową porą gimnastykujemy się trochę mniej, a apetyty te same albo i większe, postanowiliśmy zatem postraszyć się nawzajem zakupem wagi łazienkowej, a wcześniej jednak opracować alternatywę do ptasiego mleczka (swoją drogą za każdym razem, gdy je jemy, nie możemy wyjść z podziwu nad jego nazwą...), czekolad i ciach... I tym sposobem zagościło w naszym menu ciasto marchewkowe z bakaliami, do którego potrzebujemy:

- 3 jajka
- 1 i 2/3 szklanki cukru
Marchewkowa moc:)
- 2 szklanki mąki
- 1/2 szklanki oleju
- 3 szklanki drobno startej marchewki
- czubatą łyżeczkę cynamonu
- 2 łyżeczki sody
- pół łyżeczki soli
- 1/2 szklanki rodzynek
- 2/3 szklanki orzechów i migdałów
- 2 łyżki kandyzowanej (lub świeżej) skórki pomarańczowej 
- cukier puder do posypania ciasta

Jajka ucieramy z cukrem, dodajemy do nich stopniowo mąkę wymieszaną z sodą, cynamonem i solą oraz olej. Ciasto łączymy z marchewką i na koniec z bakaliami i pieczemy około godziny. Smakuje trochę piernikowo, a ładuje akumulatory na całkiem długo. Przepis odnalazłam jako "zimowy", ale mam wrażenie, że świetnie sprawdzi się również w letnich plenerach :)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Pierniczki, czyli jeszcze trochę świątecznie ;)

Co prawda na Boże Narodzenie znów trzeba czekać cały rok, ale postanowiłam zacząć od spojrzenia wstecz i uwiecznienia jednego z moich ostatnich zeszłorocznych wypieków. Z drugiej strony, to zarazem spojrzenie do przodu, bo przepis na pierniczki z pewnością będzie jeszcze potrzebny;) a przepis przywędrował do mnie poprzez pewną Kotlinę z pewnej Górki, i osiedliwszy się w Rozembarku wygląda tak:

- 70 dag mąki
- 1/2 szklanki miodu
- 1/2 szklanki cukru
- 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
- 1/2 kostki margaryny
- 2 całe jajka
- 1 żółtko
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 opakowanie przyprawy do piernika

Ze wszystkich składników trzeba zagnieść ciasto i zostawić na noc w lodówce. Następnego dnia należy je cienko rozwałkować i wypróbować na nim wszelkie możliwe kształty foremek. W rozembarkowym piekarniku pierniczki spędziły około 20 minut, ale jak to z piekarnikami bywa, każdy zna swój najlepiej, więc trzeba być czujnym ;) Pierniczki są na tyle twarde, by można je było powiesić na choince, ale zarazem na tyle miękkie, by je schrupać ze smakiem. Efekt rodzinnej współpracy (ja piekłam, Włodek ozdabiał, Kuba nawlekał na sznureczki) prezentuje się tak:

Dość szybko znikający stroik :)

Rozembark tree:)